Historia jednego remontu

Muszę się czymś pochwalić; jestem po długo wyczekiwanym remoncie, remoncie marzeń można by rzec. Chciałabym podzielić się z Wami genialnym efektem tej rewolucji domowej: wszystko dokładnie opisać, wrzucić zdjęcia, a ponad wszystko zaprosić gości by obejrzeli efekty mojego autorskiego projektu. Mam jednak pewnie problem, który dość mocno uniemożliwia mi radość z na nowo urządzonego gniazdka. Wpływa to zarówno na sam odbiór przestrzeni, jak i na to, że problem poza fizycznym występowaniem, tkwi także w mojej głowie. Zaraz wyjaśnię o co chodzi, ale zdradzę też, że mam pewien pomysł jak stopniowo uporać się z kłopotem.

Moje nowe lokum

Do remontu zachęcił mnie… brak remontu. I to chyba od kilkunastu lat! Kiedy dwa lata temu wprowadziłam się do nowego lokum, wiedziałam, że nie jest to przestrzeń, która oszałamia swoim wyglądem. Brak funduszy (których sporo przeznaczyłam na nowy nabytek) zmusił mnie niejako do dokładnego przemyślenia kwestii pt. „moje idealne mieszkanie”.
Po przeglądaniu stron i magazynów wnętrzarskich szczególnie zainteresował mnie ogrom loftowych wnętrz, na które to moda nastała jakiś czas temu. Minimalistyczne wnętrza, wzmocnione czymś oryginalnym zawsze mnie kręciły. Ten z pozoru surowy styl zachęcił mnie niebywałym ciepłem, które dostrzec można dopiero, będąc w pomieszczeniu zaaranżowanym w ten sposób. Co innego moje mieszkanie – pełne niepotrzebnych (mi!) rupieci, których nadmiar nie jest pożądany przy otwartych przestrzeniach, w których „durnostojek” i innych im podobnych zbyt wiele być nie może. Nie żebym miała coś do dodatków – lubię je, jednak ich nadmiar nieco mnie przytłacza.

Po kilku tygodniach pracy wspólnej z ekipą remontową, rodziną i przyjaciółmi udało się – otaczam się kolorami, które lubię, a funkcjonalność przestrzeni nie sprawia wrażenia, że na nic nie ma miejsca. Choć w sumie jest w moim mieszkaniu nadal coś, a co miejsca nie ma…
Tutaj docieramy do mojego problemu. Mój przestronny korytarz oraz część salonu zajmują:

  • stara kanapa (w świetnym stanie, aczkolwiek preferuję mniej „babcine” meble);
  • stolik i nakastlik (skłamałabym, mówiąc, że nadają się na śmietnik, ale styl loftowy nieco gryzie się z taką stylistyką);
  • pudło z „durnostojkami” (mam ich kilka w nowym mieszkaniu, za resztę podziękuję);
  • pudło z ubraniami (przy okazji remontu także i moja szafa przeszła lifting);

i tak sobie stoją i czekają na lepsze czasy. Póki co drażnią, szpecą przestrzeń i uniemożliwiają całkiem swobodne funkcjonowanie. Na szczęście wiem jak im pomóc w wyprowadzce!

Sprzedam bagaż!

Obecność wymienionych wyżej przedmiotów w moim mieszkaniu na szczęście kiedyś minie. Kumpela podrzuciła mi świetny pomysł z którego skorzystała, kiedy musiała sprzedać samochód. Uwaga, Drodzy Państwo, z największą przyjemnością przedstawiam serwis ogłoszeniowy Pokato.pl.

Wiem, że portali tego typu jest w sieci mnóstwo, ale ten jest całkiem nowy. Ponadto zamieszczenie tam ogłoszenia jest darmowe, co przy moim ostatnio ponownie nadszarpniętym budżecie działa na korzyść. I w pierwszej kolejności po zakończonym remoncie chwyciłam za aparat i sfotografowałam zbędne mi przedmioty, które żal mi było wyrzucić – jak wspominałam to meble, dodatki i ubrania w świetnym stanie, prosiły jednak o zmianę właściciela. W sekcji ogłoszenia sprzedam widnieją zatem i moje przedmioty. A przynajmniej widniały, zanim zaczęłam pisać ten artykuł – być może już teraz część z nich zainteresowała nowych nabywców. Wyczekuję zatem chwili, kiedy mojej nowiuteńkiej przestrzeni nie będą zagracać kanapa i inne przedmioty, a po ich usunięciu wreszcie zrobię parapetówkę z prawdziwego zdarzenia.

Poprzedni artykuł

Masz palety i nie wiesz jak je wykorzystać? Podpowiadamy!

Następny artykuł

Kto może skorzystać z przechowalni?

Zostaw Komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.